Spotkanie z Bartoszem Józefowskim [1/3]: Od czego zacząć, czym jest dobry networking i jak ważna jest tzw. “coachability”.

0
58

 

Rozpoczynając naszą Venture Adventure oraz cykl rozmów z ekspertami ze świata PE/VC, umówiliśmy się na spotkanie z Bartoszem Józefowskim – Kierownikiem Programu Akceleracyjnego Krakowskiego Parku Technologicznego ScaleUP. Późna jesień w Krakowie zachęca do wyrwania się zza biurka. Na spotkanie pojechaliśmy do jednego z największych krakowskich zapleczy technicznych dla rozwoju małych i średnich firm. Usiedliśmy w budynku KPT i gadaliśmy. Czego się dowiedzieliśmy? Zachęcamy do zapoznania się z zapisem rozmowy.

Jeśli mówimy, że ktoś chce zacząć pracować „w startupach” – jest to ekstremalnie proste. Trzeba zacząć obserwować różne oferty pracy lub też śledzić nasze wydarzenia i można bardzo szybko znaleźć coś dla siebie. Jeżeli natomiast ktoś chce założyć biznes, to musi naprawdę dużo poczytać i spotkać się z wieloma osobami, żeby się do tego odpowiednio przygotować. (…) Z kolei inwestowanie to jest jeszcze inna zabawa – wtedy należy patrzeć przez pryzmat wiarygodności ludzi czy trendów.

MO: Jesteś w branży już kilka lat… W jaki sposób znalazłeś się w środowisku startupowym?

BJ: Moja przygoda ze startupami zaczęła się w roku 2013 – wtedy pojawiła się szansa, żebym zajmował się nimi zawodowo. Ta branża to bardzo interesujący świat, który można podglądać w Internecie… Jednak wbrew temu, co lubi myśleć o sobie środowisko startupowe, wcale nie jest aż tak otwarte. Nie było mi łatwo w nie wejść, początkowo napotykałem wiele barier.

MG: Czy był jakiś człowiek, który wprowadził Cię w te kręgi?

BJ: Chyba nie miałem swojego przewodnika po świecie startupów. Wydaje mi się, że nie istnieje żadna możliwość, żeby „pójść na skróty”. Przede wszystkim konieczne jest opanowanie pewnego żargonu. Trzeba uczestniczyć w różnych wydarzeniach branżowych – na początku bardzo ważne jest, żeby się na nich pojawiać, a później, kiedy posiada się już swoją sieć kontaktów, staje się to nieco mniej istotne. W mojej ocenie należy wykonać po prostu pewną pracę – zbadać kto i czym się zajmuje, a później zaoferować pomoc. W tym sensie nie ma żadnej drogi na skróty. Nie można powiedzieć, że wystarczy iść z kimś lub za kimś.

MG: Rekomendujesz zatem wejście w kręgi entuzjastów, ludzi oddanych pewnej idei, a niekoniecznie opieranie się od samego początku na jakichś biznesowych motywach?

BJ: W Krakowie działa na przykład fundacja wspierająca startupy o nazwie #OMGKRK, która łączy różne środowiska. Jej ambicją jest popularyzacja idei startupu, chce „otwierać drzwi”.

MG: To ciekawe, że mamy niszę, którą teoretycznie powinny zajmować instytucje…

BJ: Jeśli mówimy, że ktoś chce zacząć pracować „w startupie” – jest to bardzo proste. Trzeba zacząć obserwować różne oferty pracy lub też śledzić nasze wydarzenia i można bardzo szybko znaleźć coś dla siebie. Jeżeli natomiast ktoś chce założyć biznes, to musi naprawdę dużo poczytać i spotkać się z wieloma osobami, żeby się odpowiednio przygotować. Wszystkie działania popularyzatorskie, które podejmuje m.in. Krakowski Park Technologiczny czy różne fundacje służą temu, aby zachęcać ludzi do rozważania promowanej przez nas ścieżki kariery zawodowej. Dzisiaj na rynku pracy jest na tyle wygodnie, że promocja startupów jest koniecznością. Polska potrzebuje więcej przedsiębiorczych osób, niestety, problem tkwi w tym, że żadna szkoła nie przygotowuje realnie do prowadzenia biznesu, zwłaszcza takiego z bardziej agresywnym i ambitnym obliczem. Z kolei inwestowanie to jest jeszcze inna bajka – wtedy należy patrzeć przez pryzmat wiarygodności ludzi czy trwałości trendów.

Łapanie każdej okazji, która się przytrafi startupowi, bardzo ogranicza założycieli i przed tym przestrzegaliśmy naszych podopiecznych.

MG: Mówiłeś kiedyś w wywiadzie, z którym miałem okazję się zapoznać, że obecne problemy związane są ze słabymi relacjami między ludźmi, niedostatecznym networkingiem…

BJ: Tak. Z tym, że nie chodzi tylko o sieć kontaktów w takim znaczeniu, że trzeba mieć kolegów. Należy raczej skupić się na tym, aby poznać ludzi spoza swojego macierzystego środowiska… Osoby o niezwykłych kompetencjach technicznych często albo nie doceniają, albo po prostu nie mają znajomych z kompetencjami humanistycznymi, którzy świetnie rozpoznają potrzeby innych, a dodatkowo potrafią opisać, ułożyć w pewne kategorie i uporządkować ten bardzo niecyfrowy świat. Brakuje ludzi z kompetencjami biznesowymi, sprzedażowymi – z doświadczeniem nawet w prostym handlu… brakuje mądrego uzupełniania pomysłów i umiejętności jednej grupy ludzi kompetencjami innych osób.

MO: W ramach programu ScaleUp pomagacie startupom m.in. w tym zakresie – zakończyliście już pierwszą edycję, druga dobiega końca, jakie macie wrażenia? Czy pomysłodawcom udaje się korzystać z szans, które dostają?

BJ: W akceleratorze pracowaliśmy z 23 firmami – jest to na tyle mała grupa, że gdybym mówił zbyt otwarcie, któraś z nich mogłaby poczuć się wywołana do tablicy… (śmiech) Na pewno udało nam się zebrać bardzo zdeterminowanych przedsiębiorców, a poziom determinacji jest bardzo ważny. Drugim problemem, który często spotykamy na rynku – i którego w naszym programie udało się uniknąć – jest brak skupienia. Łapanie każdej okazji, która przytrafi się startupowi, bardzo ogranicza założycieli i przed tym przestrzegaliśmy naszych podopiecznych. Jeśli chodzi o kwestie związane z szukaniem kontaktów, to wydaje mi się, że stworzyliśmy ku temu dobre warunki, ale dopiero w dłuższej perspektywie okaże się czy firmy nauczą się z nich korzystać. Od pewnego czasu już nie wierzę w “nauczycieli” – ludzi, którzy mówią „masz młody biznes, więc powinieneś zrobić tak lub tak”. Wydaje mi się, że dużo większą wartość wnoszą osoby, które dzielą się swoimi wątpliwościami, zadają pytania, pokazują jak zrobiły to wcześniej w swoim biznesie…

MG: Metoda sokratejska?

BJ: Bardzo dużo różnych rzeczy w biznesie wyszło, choć nikt by się nie spodziewał. Z tego powodu udawanie, że ktoś rozumie i kontroluje rzeczywistość, czy też skutecznie poucza innych na zasadzie “wiem, co masz teraz zrobić”, jest po prostu naiwne. Powinno się raczej mówić: „wiem, co należy zrobić – jest pewna zawodowa rutyna, której należy się trzymać, żeby zwiększyć swoje szanse na sukces”. Ale… wracając do zagadnień networkingowych – od pewnego czasu obserwuję, że przedsiębiorcy czują się osamotnieni… zaczynam dostrzegać pewne problemy psychologiczne.

MG: W takim bardzo ludzkim sensie osamotnieni – nie mają możliwości porozmawiać z kimś o podobnych doświadczeniach?

MO: Czy to dotyczy tylko młodych przedsiębiorców wchodzących na rynek?

BJ: Są osamotnieni w tym sensie, że nawet osoba, która ma za sobą pewne doświadczenia życiowe i nie jest świeżo upieczonym absolwentem, na początku musi budować firmę i robić wiele rzeczy sama. To są programiści, inżynierowie… oni dbają o produkt, ale w pewnym momencie biznes urasta do takiej skali – i to dzieje się raczej szybko, bo już przy dziesięciu, czasami dwudziestu osobach – że ten programista czy inżynier, odpowiedzialny początkowo tylko za produkt, przestaje się nim zajmować… Jest już tyle spraw związanych z obsługą klientów, działalnością sprzedażową czy obsługą HR-ową firmy, że przestają robić to, co kochają, w czym byli dobrzy, a muszą zająć się zupełnie innymi rzeczami… I to jest pierwszy problem, który ludzie spotykają na tej drodze. W pewnym momencie stają się menedżerami na pełny etat i wszystkie uroki tworzenia nowego produktu muszą delegować komuś innemu. W dodatku, w pewnym momencie trzeba kogoś zwolnić, kogoś zatrudnić… i mają już dosyć podejmowania codziennie “szesnastu tysięcy decyzji”, a najczęściej wewnątrz organizacji nie mają z kim o trudnych sprawach szczerze porozmawiać.

Nie ma sensu na siłę szukać kontaktu z właścicielem przedsiębiorstwa, która ma parę tysięcy pracowników, gdy ty jesteś mikrusem. Można próbować mu coś sprzedać… ale dobrze rozumiany networking to taki, który łączy osoby doświadczające podobnych problemów, wątpliwości, którzy być może już z czymś sobie poradzili, a może będą potrzebowali twojej pomocy.

MG: Projekty tworzone przez kilka osób – mają większy potencjał już na starcie, prawda?

BJ: Tak – każdy ma czasem gorszy dzień, tydzień, miesiąc, a jeszcze życie rodzinne też płynie swoim tokiem… więc w przypadku grupy założycieli, oni razem wspierają się i uzupełniają. Pomagają sobie nie tylko kompetencyjnie, ale nawet energetycznie. Kiedy pomysłodawca jest sam – a bardzo dużo jest takich projektów – to może wykańczać. Dlatego w naszym programie stawiamy na budowanie kontaktów z biznesowymi rówieśnikami – z ludźmi, którzy mają firmy w podobnym wieku. Nie ma sensu na siłę szukać kontaktu z właścicielem przedsiębiorstwa, która ma parę tysięcy pracowników, gdy ty jesteś mikrusem. Można próbować mu coś sprzedać… ale dobrze rozumiany networking to taki, który łączy osoby doświadczające podobnych problemów, wątpliwości, którzy być może już z czymś sobie poradzili, a może będą potrzebowali twojej pomocy. Uważam, że nie ma jeszcze w Polsce świadomości, że warto otaczać się ludźmi – że biegniemy w peletonie. Próby bycia najmądrzejszym, najszybszym i najlepszym kończą się tym, że potem jest się samotnym. Ryzyko popełnienia błędu, zmęczenia czy wypalenia się stanowi bardzo duże zagrożenie. Istnieje „mit konkurencyjności” – powtarza się niesłusznie, że trzeba być samodzielnym geniuszem, który idzie do przodu i na nic innego nie zwraca uwagi… A biznes, również ten startupowy, jest bardziej kooperacyjny.

MG: Ten mit jest bardzo toksyczny, prawda?

BJ: Tak. Mam wrażenie, że brzmi to trochę jak amatorska psychologia… (śmiech) Całe moje doświadczenie zawodowe i praca z całkiem sporą grupą przedsiębiorstw – bo już na pewno z ponad setką startupów – pokazuje, że kooperacja i networking mają realny wpływ na wyniki biznesowe.

Rzadko mamy do czynienia z sytuacją, w której ktoś jest na tyle genialny, że niezależnie od braku ochoty na spotkania z nim, jednak dalej się go trzymasz.

MG: Czego szukacie u ludzi? Masz jakiś ulubiony typ człowieka, czy to zawsze jest jakiś wyjątkowy zestaw cech?

BJ: Na pewno ważna jest taka “coachability”, czyli zdolność do przyjmowania sygnałów z zewnątrz, otwartość na feedback. Przedsiębiorcy to zazwyczaj „osobowości typu A”, ludzie silni, aktywni, przekonani, że mają rację. Bez tego pewnie nigdy nie ruszyliby z własnym biznesem. Ale w toku rozwoju firmy kluczowy jest proces uczenia się. Więc gdy pojawiają się doradcy, mentorzy musisz umieć jakoś ich uwagi przyjmować. Nie koniecznie zgadzać się ale jakoś przyjmować. „Coachability” to też taka otwartość na sygnały z rynku. Widziałem już przedsiębiorców, przekonanych, że nikt nie kupuje ich produktu bo klienci są głupi i nie dostrzegają geniuszu producenta.

MO: Polegacie na pierwszym wrażeniu, jakie sprawia dana osoba, czy przyglądacie się jej przez jakiś dłuższy czas przed podjęciem współpracy?

BJ: Procesy trwają. Mało kto dopina inwestycje w kilka tygodni. Zaczyna się od pierwszego poznania, obserwowania na rynku, patrzenia z kim ten człowiek pracuje, zasięgania języka… i są to działania, które wymagają czasu. Chciałbym podkreślić, że inwestowanie to przede wszystkim produkt i rynek, a rzeczy, o których teraz rozmawiamy często są ostatnim elementem podejmowania decyzji. To taki języczek u wagi. Na pewno programy akceleracyjne, nawet w uproszczonej, krótkiej formie są idealne do zweryfikowania czy wszystkie elementy, których szuka inwestor, są na miejscu.

MO: Czy zdarzyło Ci się, że odrzuciłeś projekt z uwagi na “trudny” charakter osoby, która do Ciebie przyszła?

BJ: Na pewno bierzemy pod uwagę wrażenie. Przychodzą mi nawet do głowy sytuacje, w których był to bardzo ważny czynnik… jednak zawsze staram się myśleć o charakterze przedsiębiorcy w kategoriach ewentualnej “czerwonej flagi”, a nie powodu, dla którego mielibyśmy skreślić dany projekt.

To jeszcze nie koniec. Ciąg dalszy naszej rozmowy w kolejnym poście. Stay tunned! 

 

Bartosz Józefowski

Członek Zarządu Funduszu Zalążkowego KPT. W latach 2013-2017 odpowiedzialny za inkubator technologiczny i wszystkie działania startupowe w Krakowskim Parku Technologicznym. Obecnie kieruje programem akceleracyjnym KPT ScaleUp. Silnie zaangażowany w krakowskie środowisko startupowe oraz ogólnopolskie jako ambasador Startup Poland. Zafascynowany ekonomią behawioralna, nowymi technologiami oraz fan Beatelsów.